- Panie Horan - słyszę nade mną jego ochrypły głos. Gdy odzyskuję pozycję pionową, wyciąga w mą stronę swą smukłą dłoń.
- Jestem Harry. Harry Styles. Nic ci...panu się nie stało ? Usiądzie pan ? Może wody ? - teraz mogę się przyjrzeć jego twarzy lepiej. Przystojny, cholernie przystojny. Ma na sobie elegancki czarny garnitur, koszule i spodnie w tym samym kolorze i krwisto czerwony krawat. Jest wysoki, ma brązowe, kręcone włosy i zielone jak poranna trawa oczy, których spojrzeniem mierzy mnie uważnie. Dopiero po kilku minutach jestem zdolny do odpowiedzenia.
- Em...prawdę mówiąc... - jeżeli ten koleś ma więcej niż trzydzieści lat, to jestem świętym. Oszołomiony wyciągam dłoń i witamy się uściskiem. Gdy nasze palce się stykają, przez moje ciało przebiega dziwny dreszcz. Zauważa to bo jego oczy ciemnieją i przegryza wargę. Pośpiesznie wycofuję dłoń. Wyładowania elektryczne i tyle. Mrugam szybko, a ruchy moich powiek dorównują szybkością biciu serca.
- Pan Horan jest chory, przysłał więc mnie. Mam nadzieję, że to panu nie przeszkadza, panie Styles.
- A pan to... ? - jego ton głosu jest ciepły, ale chyba też i rozbawiony. Trudno to ocenić, gdyż wyraz jeg twarzy zostaje niewzruszony. Sprawia wrażenie zainteresowanego, ale przede wszystkim bije od niego uprzejmością.
- Louis Tomlinson. Studiuję literaturę angielską, razem z Niall'em na Uniwersytecie Stanu Waszyngton.
- Rozumiem - rzuca zwięźle. Wydaje mi się, że przez jego twarz przemknął cień uśmiechu, ale nie mam pewności.
- Może usiądziemy - gestem wskazuje na obitą białą skórą kanapę w kształcie litery L. obitą białą skórą kanapę w kształcie litery L.
Ten gabinet jest stanowczo zbyt duży dla jednej osoby. Naprzeciwko sięgających od podłogi do sufitu okien stoi wielkie nowoczesne biurko z ciemnego drewna, wokół którego spokojnie mogłoby zasiąść sześć osób. Z takiego samego drewna wykonano ławę stojącą obok kanapy. Wszystko inne jest białe: sufit, podłoga i ściany. Na jednej z nich, tej z drzwiami, wisi mozaika niewielkich obrazów. Są śliczne - przedstawiają zwyczajne, zapomniane przedmioty.
-Miejscowy malarz. Tom - Wyjaśnia Styles, kiedy dostrzega, na co patrzę.
-Są piękne. Zwyczajność zmieniają w nadzwyczajność - rzucam zaintrygowany zarówno nim, jak i obrazami. Przekrzywia głowę i przygląda mi się z uwagą.
- W pełni się z panem zgadzam, panie Tomlinson. - odpowiada cicho, a ja z jakiegoś niewytłumaczonego powodu oblewam się rumieńcem Potrząsam głową i wyjmuję z torby pytania Nialla. Następnie kładę na ławie dyktafon, który oczywiście najpierw trzy razy ląduje na podłodze. Styles nic nie mówi, cierpliwie - nam nadzieję - czekając, gdy tymczasem mnie ogarnia coraz większe zażenowanie. Kiedy zbieram się na odwagę i podnoszę wzrok, dostrzegam, że mnie obserwuje. Jego jedna ręka leży swobodnie na kolanach, druga zaś podpiera brodę i przesuwa palcem wskazującym po ustach. Chyba próbuje powstrzymać śmiech.
-Przepraszam - bąkam. - Nie jestem do tego przyzwyczajony.
-Ależ proszę się nie śpieszyć, panie Tomlinson.
-Nie będzie panu przeszkadzać, jeśli nagram pańskie odpowiedzi?
-Teraz mnie pan o to pyta ? Po tym, jak zdał pan sobie tyle trudu, aby umieścić na ławie dyktafon?
Rumienie się. Przekomarza się ze mną? Oby. Mrugam, nie wiedząc co powiedzieć, a on się nade mną lituję ponieważ stwierdza:
-Nie będzie mi to przeszkadzać.
Dedykacja dla @awwmylukex
-Teraz mnie pan o to pyta ? Po tym, jak zdał pan sobie tyle trudu, aby umieścić na ławie dyktafon?
OdpowiedzUsuńHahahahhaha najlepszy tekst ever xd
Powiadomisz mnie o kolejnych rozdziałach? :3
@piszeFFgejowski / @NadeThirlan
Te ff jest świetne, jedno z najlepszych, a dopiero się zaczyna xx
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział <3
Koooooocham :C
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny rozdział? �� love it ��������
OdpowiedzUsuń