środa, 11 lutego 2015

Rozdział 2

- Panie Horan - słyszę nade mną jego ochrypły głos. Gdy odzyskuję pozycję pionową, wyciąga w mą stronę swą smukłą dłoń.
- Jestem Harry. Harry Styles. Nic ci...panu się nie stało ? Usiądzie pan ? Może wody ? - teraz mogę się przyjrzeć jego twarzy lepiej. Przystojny, cholernie przystojny. Ma na sobie elegancki czarny garnitur, koszule i spodnie w tym samym kolorze i krwisto czerwony krawat. Jest wysoki, ma brązowe, kręcone włosy i zielone jak poranna trawa oczy, których spojrzeniem mierzy mnie uważnie. Dopiero po kilku minutach jestem zdolny do odpowiedzenia.
- Em...prawdę mówiąc... - jeżeli ten koleś ma więcej niż trzydzieści lat, to jestem świętym. Oszołomiony wyciągam dłoń i witamy się uściskiem. Gdy nasze palce się stykają, przez moje ciało przebiega dziwny dreszcz. Zauważa to bo jego oczy ciemnieją i przegryza wargę. Pośpiesznie wycofuję dłoń. Wyładowania elektryczne i tyle. Mrugam szybko, a ruchy moich powiek dorównują szybkością biciu serca.
- Pan Horan jest chory, przysłał więc mnie. Mam nadzieję, że to panu nie przeszkadza, panie Styles.
- A pan to... ? - jego ton głosu jest ciepły, ale chyba też i rozbawiony. Trudno to ocenić, gdyż wyraz jeg twarzy zostaje niewzruszony. Sprawia wrażenie zainteresowanego, ale przede wszystkim bije od niego uprzejmością.
- Louis Tomlinson. Studiuję literaturę angielską, razem z Niall'em na Uniwersytecie Stanu Waszyngton.
- Rozumiem - rzuca zwięźle. Wydaje mi się, że przez jego twarz przemknął cień uśmiechu, ale nie mam pewności.
- Może usiądziemy - gestem wskazuje na obitą białą skórą kanapę w kształcie litery L. obitą białą skórą kanapę w kształcie litery L.
Ten gabinet jest stanowczo zbyt duży dla jednej osoby. Naprzeciwko sięgających od podłogi do sufitu okien stoi wielkie nowoczesne biurko z ciemnego drewna, wokół którego spokojnie mogłoby zasiąść sześć osób. Z takiego samego drewna wykonano ławę stojącą obok kanapy. Wszystko inne jest białe: sufit, podłoga i ściany. Na jednej z nich, tej z drzwiami, wisi mozaika niewielkich obrazów. Są śliczne - przedstawiają zwyczajne, zapomniane przedmioty.
-Miejscowy malarz. Tom - Wyjaśnia Styles, kiedy dostrzega, na co patrzę.
-Są piękne. Zwyczajność zmieniają w nadzwyczajność - rzucam zaintrygowany zarówno nim, jak i obrazami. Przekrzywia głowę i przygląda mi się z uwagą.
- W pełni się z panem zgadzam, panie Tomlinson. - odpowiada cicho, a ja z jakiegoś niewytłumaczonego powodu oblewam się rumieńcem  Potrząsam głową i wyjmuję z torby pytania Nialla. Następnie kładę na ławie dyktafon, który oczywiście najpierw trzy razy ląduje na podłodze. Styles nic nie mówi, cierpliwie - nam nadzieję - czekając, gdy tymczasem mnie ogarnia coraz większe zażenowanie. Kiedy zbieram się na odwagę i podnoszę wzrok, dostrzegam, że mnie obserwuje.  Jego jedna ręka leży swobodnie na kolanach, druga zaś podpiera brodę i przesuwa palcem wskazującym po ustach. Chyba próbuje powstrzymać śmiech.
-Przepraszam - bąkam. - Nie jestem do tego przyzwyczajony.
-Ależ proszę się nie śpieszyć, panie Tomlinson.
-Nie będzie panu przeszkadzać, jeśli nagram pańskie odpowiedzi?
-Teraz mnie pan o to pyta ? Po tym, jak zdał pan sobie tyle trudu, aby umieścić na ławie dyktafon?
Rumienie się. Przekomarza się ze mną? Oby. Mrugam, nie wiedząc co powiedzieć, a on się nade mną lituję ponieważ stwierdza:
-Nie będzie mi to przeszkadzać.


Dedykacja dla 

sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 1

Bębnie palcami o kierownice, czuje jak z każdą sekundą wzrasta we mnie poziom stresu. Korki są cholernie wielkie a ja strasznie spóźniony. Jak zwykle. Gdy tylko zaparkowałem samochód, biegnę w stronę kilkudziesięciu metrowemu budynkowi. Zabiję Horana. Zabiję Horana. Zabiję Horana. Powtarrzam jak mantrę. Ogarnięty niepokojem wchodzę do holu ze szkła, stali i białego piaskowca. Siedzący za biurkiem bardzo przystojny chłopak z zaczesanymi w górę włosami, uśmiecha się do mnie uprzejmie. Ma na sobie czarny jak smoła garnitur, spodnie na kant, białą koszulę i co mnie dziwi - czerwony krawat. Wygląda jak spod igły. Poprawiam moją torbę która spadła mi z ramienia i kieruje się w stronę tego mężczyzny. 

- Dzień dobry, miałem umówione spotkanie z panem Stylesem. Nazywam się Louis Tomlinson i przyjechałem w zastępstwie za Niall'a Horana. Czy to kłopot ?

- Nie, to nie problem. Proszę chwileczkę zaczekać. Panie... ?

- Tomlinson - bąkam.

- Tomlinson - powtarza i unosi swoją brew gdy lustruje mnie od dołu do góry. Powoli zaczynam żałować, że nie założyłem jakiś eleganckich ciuchów tylko zwykły biały t-shirt i czarne rurki. Koleś za biurkiem wystukuje coś w swoim komputerze a ja przestępuje z nogi na nogę. Mój strój, jak dla mnie jest elegancki. Przeczesuje dłońmi moje włosy i udaję, że wcale nie jestem onieśmielony będąc tutaj. 

- Pan Horan jest tutaj umówiony. Proszę się tylko tutaj podpisać - kładzie przede mną papiery i wskazuje na małe okienko w którym widnieje napis "Imię i Nazwisko". Po podpisaniu się, facet za biurkiem każe mi iść do windy, udać się na trzydzieste piętro i wręcza mi identyfikator, na którym napisano wielkimi literami słowo "GOŚĆ". Prycham. Wszyscy tutaj zgromadzeni, wiemy, że jestem gościem. Wyróżniam się tutaj nie tylko moim ubiorem, ale także i stylem zaczesania włosów. Wszyscy tutaj mają jakąś paranoję na punkcie czesania włosów do tyłu. Udając się w stronę wind, mijam dwóch pracowników ochrony. Mieli takie same garnitury, krawaty i włosy ułożone jak mężczyzna który siedział za burkiem. Winda w ekspresowym tempie zawozi mnie na trzydzieste piętro. Drzwi rozsuwają się i widzę taki sam hol jak poprzednio. Spoglądam czy aby na pewno winda przywiozła mnie w wytyczone miejsce, ale gdy widzę innego faceta za biurkiem, wzruszam ramionami i idę przed siebie. Sporo czasu zajmuje mi wytłumaczenie, że nie nazywam się Horan i przyjechałem tutaj tylko w zastępstwie, ale gdy już mi się to udaję, każe mi chwilkę zaczekać na jednym z krzesełek. Siadam, wyciągam pytania i przeglądam je, w duchu przeklinając Niall'a za to, że nie dorzucił choćby krótkiej notki biograficznej. Nie wiem nic na temat tego mężczyzny. Czy ma sześćdziesiąt, czy czterdzieści lat. Ta niepewność jest irytująca i znów zaczynam się denerwować. Czuje jak moje ręce się pocą z każdym człowiekiem, przechodzącym koło mnie. Weź się w garść, Tomlinson. W dużych drzwiach po lewej stronie pojawia się kolejny, elegancki mężczyzna jak spod igły. Gdzie ja trafiłem ?! 

- Pan Tomlinson ? - pyta mnie najnowszy brunet.

- Tak - odpowiadam chrypliwie 

- Pan Styles czeka na pana, panie Tomlinson. Proszę wejść - wskazuje na drzwi którymi właśnie wyszedł a na jego twarzy pojawia się ogromny uśmiech. Dobra, teraz boje się tam wejść. Wstaję i niepewnie próbuję opanować zdenerwowanie. Popycham drzwi i w tym samym momencie potykam się o własne nogi,  po czym wpadam do gabinetu głową naprzód. A niech to szlag - Ja i moje dwie lewe nogi! Znajduję się na czworakach w progu gabinetu pana Stylesa, a usłużne ręce pomagają mi wstać. Mam ochotę zapaść się pod ziemie. Ale ze mnie niezdara. Sporo wysiłku muszę włożyć w podniesienie wzroku. O cholera - jest taki młody i przystojny!

czwartek, 15 stycznia 2015

Prolog

Młody student literatury Louis Tomlinson musi jechać w zastępstwie przyjaciela Nialla Horana, 

przeprowadzić wywiad dla gazety studenckiej z przystojnym i zamożnym Harrym Stylesem. 

W powietrzu wisi coś elektryzującego, czego Tomlinson nie potrafi nazwać. 

A może tak mu się tylko wydaje ?

Czy Louis podpiszę tajemniczą umowę, której warunki fascynują go, ale także przerażają ?

Jaką władzę mają drzemiące w Harrym demony ? 

Dowiesz się tego czytając 50 Shades of Styles.